Air Kain

But jest tylko butem, aż ktoś go założy, powiedział Rob Strasser, szef reklamy w Nike. Ktoś, czyli Michael Jordan, któremu Nike w roku 1984 zaoferowało pięcioletni kontrakt w wysokości dwóch i pół miliona dolarów plus procent od każdej sprzedanej pary butów, co nigdy przedtem się nie zdarzyło. Tak, żaden sportowiec przed Jordanem nie miał zagwarantowanego udziału w zyskach ze sprzedaży – Jordan był pierwszy i dopiero po nim regułą stał się dzielenie ze sportowcami zyskiem. Dostał duży, naprawdę duży kontrakt, w sumie rekordowy, udział w zyskach, a ponadto własną linię butów, co także było precedensem, bo dla żadnego innego sportowca nie stworzono wcześniej butów.

 

Buty o nazwie Air Jordan zaprojektował Peter Moor. Moor wymyślił dla linii Air Jordan uskrzydlone logo. Nawiązywał do skrzydeł Hermesa, bożka szybkonogiego, sprytnego i pełnego wdzięku. Od teraz Hermes był więc patronem nie tylko pisarzy i złodziei, ale także Jordana i innych koszykarzy, którzy nosili jordany. Pierwsze air jordany z 1985 roku kosztowały sześćdziesiąt pięć dolarów i były najdroższymi w historii butami sportowymi produkowanymi taśmowo.

 

Miały wysoką cholewkę chroniącą kostkę i były czarno-czerwone, co wiązało się z wysokimi karami finansowymi, bo liga koszykówki zakazywała gry w butach innych niż białe – buty i skarpetki graczy musiały być w jednolitym kolorze, białym, musiały być przynajmniej w pięćdziesięciu jeden procentach białe, tymczasem pierwsze jordany miały tylko białe podeszwy, a więc białe w pięćdziesięciu jeden procentach nie były. Żeby więc Jordan mógł w nich wybiec na boisko, firma musiała opłacić karę pieniężną w wysokości pięciu tysięcy dolarów od meczu. Jednak Nike, które produkowało air jordany, zdecydowało się płacić karę, a jego specjaliści od reklamy wykorzystali ową karę marketingowo. Nakręcili spot, w którym Jordan, mając na stopach swoje piękne błyszczące buty, po prostu odbija piłkę, podczas gdy mroczny, złowieszczy głos z offu mówi: On September fifteenth Nike created a revolutionary new basketball shoe, on October eighteenth NBA threw them out of the game, fortunately the NBA can’t stop you from wearing them, a potem na pięknych, błyszczących butach Jordana wyskakują czarne paski, takie jak na oczach przestępców pokazywanych przez kamery. Wszystko to wieńczy slogan: BANNED. I tak pierwsze jordany stały się powszechnie chciane, a nawet pożądane. W pierwszym roku od premiery rozeszły się ich ponad trzy miliony egzemplarzy, co było w równym stopniu zasługą Michaela Jordana, grającego ofensywnie i widowiskowo, i specjalistów od reklamy.

Jordany włożył też piętnastoletni Michael Eugene Thomas, uczeń dziewiątej klasy szkoły w Meade w stanie Maryland. Dostał je na urodziny od rodziców i babci 1 maja 1989 roku. 2 maja został zamordowany przez swojego kolegę, nieco starszego, siedemnastoletniego Jamesa Davida Martina, którego nazywał kumplem od koszykówki. Chłopcy spotykali się codziennie po szkole, by grać. Sami, pewnie jeden na jednego, klasyczek, na jakimś starym, obskurnym boisku, gdzie trawa przebijała przez pokruszony beton, a tablica do kosza powoli próchniała, tak że każdy rzut piłki powodował wybuch kurzu i próchna, a te wpadały grającym do oczu, utrudniając grę pod koszem.

Mimo to Michael i James grali w koszykówkę, bo naprawdę ją lubili. Lubili też Michaela Jordana i marzyli o jego butach, a ponieważ rodzice piętnastoletniego Michaela byli prawdopodobnie nieco zamożniejsi od rodziców siedemnastoletniego Jamesa, lub może tylko nieco mniej ubodzy, w końcu udało im się zorganizować te sześćdziesiąt pięć dolarów, bo tyle już wówczas kosztowały air jordany.

Udało im się zorganizować te pieniądze, by kupić buty swojemu synowi – czy wnukowi, bo gdzieś w tle była też kochająca babcia, która choć sama nie dysponowała dużą emeryturą, dołożyła się do prezentu – piętnastoletniemu Michaelowi, parę air jordanów, co musiało go bardzo cieszyć. Tak bardzo, że od razu je włożył i nie chciał ich zdjąć, spał w nich, a rano poszedł w nowych butach do szkoły, co odradzali mu i rodzice, i babcia. Pewnie mówili mu: nie noś butów do szkoły, bo ktoś ci je ukradnie. Oczywiście obawiali się złodziejów, których wśród dzieci nie brakowało, żadne z nich jednak nie przypuszczało, że ktoś będzie gotowy zabić za jordany. Michael nie posłuchał rodziców ani babci, poszedł w jordanach do szkoły i szybko tego pożałował, bo dzieci ich nie podziwiały, tylko mu zazdrościły. Być może ktoś chciał mu je ukraść, ale Michael nie zdejmował ich ani na chwilę i trzymał się blisko nauczycieli, bo zauważył zazdrosne spojrzenia i zaczął się obawiać, że paru chłopaków może go napaść i ukraść mu buty. Być może nawet mocniej je zasznurował, na podwójny albo potrójny węzeł, a gdyby mógł, przykleiłby sobie te buty do stóp albo przyspawał, albo uczynił je drugą skórą, tak żeby jego koledzy musieli go z nich obedrzeć, gdyby zechcieli je ukraść, jego air jordany.

Piętnastoletni Michael naprawdę się więc pilnował i zrozumiał, że rodzice i babcia mieli rację, może nawet powiedział sobie w duchu: więcej już nie przyjdę w nich do szkoły, ukryję je w domu, gdzieś głęboko, tak żeby złodziej nie przyszedł i ich nie ukradł, skoro już wszyscy wiedzą, że je mam. Naprawdę się przestraszył i pomyślał, że to koniec, koniec z chodzeniem w jordanach do szkoły, ale po szkole poszedł w nich na boisko, bo chciał się nimi pochwalić swojemu kumplowi od koszykówki, kumplowi, któremu bardzo ufał, nieco starszemu, siedemnastoletniemu Jamesowi. Ufny i wesoły poszedł więc na boisko, być może chciał też wypróbować buty w grze, chciał się przekonać, jak air jordany sprawdzają się na boisku i czy będzie grał jak mistrz, choć przecież buty nie grają, ale czasem tak się myśli: będę grał lepiej w tych butach, buty dadzą mi +10 do rzutu albo +20 do kozła, wstąpią we mnie nowe siły. Tak się czasem myśli i piętnastoletni Michael pewnie też tak pomyślał, i poszedł na boisko w nowych butach, żeby sprawdzić, czy będzie jak jego starszy imiennik, Michael Jordan.

Markus Spiske / www.pexels.com

Na boisku, nieco zapuszczonym, z próchniejącą tablicą i obręczą bez siatki, czekał już na niego jego kumpel od koszykówki, James. Michael spostrzegł, że z Jamesem coś jest nie tak, świeciły mu się oczy i dyszał okropnie, choć przecież nie grał, jeszcze nie grał, siedział na piłce i czekał, i podniósł się dopiero na widok Michaela. James także był potwornie zazdrosny o nowe buty kolegi, bardzo chciał je mieć, może jeszcze przed przyjściem na boisko postanowił, że ściągnie je z nóg kumpla, że je ukradnie, choćby miał to być koniec ich przyjaźni. Wiedział o butach kumpla, być może ktoś ze szkoły doniósł mu o nich – wszyscy wiedzieli, że Michael dostał air jordany, cała szkoła o tym mówiła, więc dowiedział się o nich także James i na boisko przyszedł owładnięty zazdrością. Na widok Michaela tylko skrzywił się głupio, zamiast powiedzieć jak zawsze: siemka. Tym razem nie przywitał się swoją standardową siemką, a jedynie skrzywił, najwyraźniej zazdrość nie dawała mu się uśmiechnąć. Spojrzał na buty Michaela, przez chwilę je podziwiał, podziw i zazdrość były w nim naraz i przez sekundę albo pół nie wiedział, czy pójść za podziwem, czy zazdrością, ale jednak poszedł za zazdrością, też chciał mieć air jordany, bo były to air jordany.

James na ich widok powiedział, a raczej wycedził: „Fajne buty”, a Michael poważnie się zaniepokoił, bo nie słyszał w głosie kumpla pochwały i uznania, a jedynie zazdrość, i może od razu chciał się wycofać, może nawet nie wyciągnął piłki z plecaka, postanowił, że wróci do domu, zanim wydarzy się coś złego, i kto wie, czy bez słowa nie obrócił się na pięcie, ale wtedy James zapytał: „Co robisz?”, i nerwowo się poderwał. „Co robisz?”, powtórzył. „Nie zagramy?”, zapytał, ale Michael mu nie odpowiedział, i już biegł w stronę domu, ale James ruszył za nim, a ponieważ był starszy, większy i szybszy, dogonił go i powalił, i usiadł na nim okrakiem i powiedział: „Oddaj mi buty”, ale Michael nie chciał ich oddać i szarpał się, i kopał, gdy James próbował je rozsznurować i zdjąć. James zaczął mieć go dość, zaczął mieć dość, że ta sytuacja nie idzie po jego myśli, bo Michael jest silniejszy, niż myślał, i naprawdę bardzo nie chce oddać swoich nowych butów. James odpuścił więc buty i rzucił się na Michaela, i zaczął go dusić, i naprawdę go udusił, a gdy zobaczył, że Michael jest siny, że nie oddycha, zszedł z niego i usiadł między jego nogami, rozsznurował mu buty, zzuł je z jego stóp, rozejrzał się, czy nikt nie patrzy, a potem ściągnął ciało do pobliskiej fosy i uciekł do domu, zostawiając Michaela martwego i bosego.

 

Po paru godzinach do Jamesa, do domu Jamesa, zgłosili się rodzice i babcia Michaela, zaniepokojeni jego długą nieobecnością. Zgłosili się do niego, bo wiedzieli, że James jest jego jedynym kumplem i że jeśli Michael u kogoś został, to pewnie u Jamesa. Gdy więc zgłosili się do niego, by zapytać, czy nie siedzi u niego Michael, czy nie zasiedział się u niego Michael, James wyszedł do nich i mocno poddenerwowany zapytał: „A co, czy ja jestem stróżem Michaela?”. Tak powiedział i zamknął drzwi, i odtąd siedział tylko w domu, bo tylko po domu mógł nosić jordany. Tylko po domu. Wielka więc była jego kara.

zamów czas literatury

Prenumerata to cztery spotkania z literaturą w roku — bez kolejek, bez kosztów wysyłki, prosto do Twojej skrzynki. Płacisz 40 zł, zyskujesz wygodę i pewność, że nic Ci nie umknie.

Prenumerata

tu nas znajdziesz: