Materia codzienności

Codzienność jest jak tlen – niewidoczna, wszechobecna, niezbędna. Przez większość czasu nie myślimy o niej wcale, a jednak to właśnie ona stanowi najgęstszy i najbardziej uporczywy materiał naszego życia. Bywało, że w literaturze codzienność lekceważono: jako zbyt oczywistą, zbyt banalną, niegodną opowieści. A przecież to w niej pulsują wszystkie napięcia współczesności – w gestach, które wykonujemy automatycznie, w przedmiotach, które nas otaczają, w powtarzalnych rytuałach i w tym, co wymyka się ich porządkowi.

 

W obecnym numerze Czasu Literaturyprzyglądamy się codzienności nie jako tłu, lecz jako bohaterce opowieści. Zadajemy pytania: co literatura potrafi wydobyć z tego, co na co dzień? Jakie znaczenia kryją się w „małych” historiach, w przestrzeniach kuchni, tramwajów, osiedli, sklepów, aplikacji? Czy to właśnie codzienność – z jej kruchością, rytmem i powtarzalnością – nie jest dziś naszym najważniejszym doświadczeniem wspólnym?

fot. Alicja Rzepa

Autorzy i autorki tego numeru pokazują różne strategie literackiego mierzenia się z codziennością: od czułego mikroskopu po eksperyment formalny, od krytycznego namysłu po poetycką miniaturę. Codzienność ujawnia się tu jako przestrzeń oporu wobec spektaklu i przyspieszenia, jako materiał, z którego można budować mikroutopie, ale też jako pole konfliktu – politycznego, klasowego, ekologicznego.Codzienność w poezji staje się gestem uważności, w eseju – metodą opisu świata, w prozie – mapą afektów i relacji.

W tym numerze oddajemy głos zarówno klasyczkom myślenia o codzienności, jak Jolanta Brach-Czaina, która w tekście Weekend przetwarza dwa zimowe dni wolne w próbę generalną z całego życia, jak i autorkom młodszego pokolenia. W esejach Aleksandry Sówki, Marty Kudelskiej czy Olgi Gitkiewicz codzienność rozpięta jest między galerią handlową o czwartej nad ranem, kredensem pełnym szklanek, guzików i dokumentów a średniowiecznymi rachunkami dworu królewskiego, z których wyłania się dziewczyńska, cielesna biografia królowej. To, co „małe” – przedmiot, ruch ręki, rachunek za chleb, bezpieczna piwnica na herbatę po lekcjach – okazuje się tu nośnikiem wielkich historii o trosce, pracy, herstorii i emancypacji. Dopełniają te głosy formy różnorodne, ale precyzyjnie wycelowane w to, co dzieje się tuż obok nas.

Obok tekstów eseistycznych numer rozrasta się w różne strony codzienności: w poezji zwykłe dni zamieniają się w opowieści o praniu, miodzie, mchu i oddechu miasta; w prozie Michała Kordy i Krzysztofa Wacławca codzienność ma smak kuchennego zaplecza i wyboistość śląskiej drogi rowerowej, po której jedzie się nie tylko naprzód, ale i ku sobie sprzed lat. Hyde Park przynosi krótkie zapiski Joanny Żabnickiej i Maćka Bielawskiego – mikroopowieści o potknięciu na parkingu i fotografowaniu własnej kamienicy.

 

Działy przekładowe, recenzenckie i warsztatowe – od klasyków komedii rzymskiej po brazylijski poemat, od felietonu po praktyczne „ramy do życia (wśród) opowieści” – pokazują, jak materia codzienności pracuje w języku, teatrze, krytyce i lekturze, splatając małe sceny z większymi narracjami świata.

W czasach, gdy rzeczywistość przyspiesza, a doświadczenie staje się coraz bardziej fragmentaryczne, literatura daje nam coś niezwykle cennego: zatrzymanie. Uczy patrzeć na świat w jego najmniejszych szczegółach i rozumieć, że to właśnie one składają się na całość naszego bycia. Materia codzienności jest więc nie tylko tematem – jest też narzędziem, metodą, a czasem i obietnicą: że w tym, co zwykłe, tkwi niezwykły sens.

Chciałabym, by ten numer czytało się jak powolny spacer: z przystankami przy kredensie, na dworcu, w katedrze, w piwnicy-klubie, na klatce schodowej. Jeśli uda się choć na chwilę zmienić perspektywę – zobaczyć, że dywan codzienności jest poszarpany, ale też miękki i gościnny; że w najskromniejszych gestach krąży wyobraźnia i wspólnota – znaczy, że nasza redakcyjna praca nad „materią codzienności” nie poszła na marne.

Zapraszamy do lektury numeru, który z okruchów dnia składa opowieść o tym, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni w naszych drobnych zajęciach, pragnieniach i troskach, a jednocześnie pokazuje, że materia codzienności staje się laboratorium literatury – miejscem, gdzie z najprostszych scen rodzą się nowe pytania, wrażliwości i wspólnoty.

 

 

zamów czas literatury

Prenumerata to cztery spotkania z literaturą w roku — bez kolejek, bez kosztów wysyłki, prosto do Twojej skrzynki. Płacisz 40 zł, zyskujesz wygodę i pewność, że nic Ci nie umknie.

Prenumerata

tu nas znajdziesz: